
Andy Burnham został nowym premierem Wielkiej Brytanii, zastępując na stanowisku Kira Starmera, a polski dron używany przez Stany Zjednoczone został znaleziony w Iranie. Narodowy Fundusz Zdrowia oskarżył sygnalistę w aferze wokół warszawskiego Szpitala Południowego o nieprawidłowości w rozliczeniach, kilkudziesięciu amerykańskich żołnierzy zostało rannych w atakach Iranu, jemeńscy Huti ogłosili blokadę morską Arabii Saudyjskiej, polskie Ministerstwo Finansów w najbliższych latach nie podwyższy pensji w budżetówce, a Komisja Europejska nałożyła ponad pół miliarda euro kary na chińskie AliExpress. Przegląd najważniejszych wydarzeń dnia — w programie „Układ poranny” z Michałem Ziomkiem.
Andy Burnham nowym premierem Wielkiej Brytanii
Andy Burnham został pięćdziesiątym dziewiątym premierem Wielkiej Brytanii, zastępując na tym stanowisku dotychczasowego szefa rządu Kira Starmera, pełniącego funkcję przez ostatnie dwa lata.
Misję utworzenia nowego gabinetu Burnham otrzymał od króla Karola. Po wizycie w pałacu Buckingham wygłosił swoją pierwszą przemowę jako premier, zapowiadając początek realizacji nowego dziesięcioletniego planu stabilizacji sytuacji w Zjednoczonym Królestwie. Program jego rządu ma oznaczać największą zmianę w tamtejszej polityce od ponad czterech dekad — czyli od czasu rządów konserwatywnej premier Margaret Thatcher.
Nowy lider brytyjskiej lewicy powiedział, że do jego priorytetów będą należeć odbudowa zaufania społeczeństwa do polityki prowadzonej przez państwo, walka z problemem rosnących kosztów utrzymania gospodarstw domowych oraz kontynuowanie wsparcia dla Ukrainy. Pierwsze decyzje Burnhama mają dotyczyć rozwiązania kryzysu bezdomności na wyspach brytyjskich.
Dzisiaj przedstawi on pomysły mające przeciwdziałać spaniu przez bezdomnych na ulicach. Stacja BBC podkreśla, że nowy premier Wielkiej Brytanii jest szczególnie wyczulony na kwestię opieki społecznej, ponieważ jego ojciec cierpi na chorobę Alzheimera.
Pierwsze rozmowy telefoniczne dotyczące spraw zagranicznych przeprowadzi on z prezydentem Stanów Zjednoczonych Donaldem Trumpem i prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Burnham na stanowisku premiera zastąpi Kira Starmera, który przed dwoma laty poprowadził laburzystów do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych. Dotychczasowy szef rządu po raz ostatni spotkał się z dziennikarzami, chwaląc w swoim przemówieniu dwuletni okres sprawowania przez siebie władzy. Starmer uważa, że dzięki prowadzonej przez niego polityce Zjednoczone Królestwo stało się lepszym miejscem do życia.
Polski dron używany przez USA znaleziony w Iranie
Dron polskiej produkcji miał trafić w ręce irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Maszyna bez medialnego rozgłosu została najprawdopodobniej kupiona przez wojska specjalne Stanów Zjednoczonych — twierdzi portal Gazeta.pl.
W weekend zdjęcie zestrzelonego bezzałogowego statku powietrznego zostało rozpowszechnione w mediach społecznościowych. Opublikował je między innymi znany izraelski użytkownik platformy X, publikujący posty pod pseudonimem Babak Taghvaee. W jego opinii maszyna została przechwycona nad południowym Iranem.
Bezzałogowiec był wyposażony między innymi w zmodyfikowaną przez amerykańskie wojsko antenę systemu łączności satelitarnej Starlink. Najprawdopodobniej dron nie był uzbrojony i wykonywał jedynie operację rozpoznawczą. Zmodyfikowany bezzałogowy statek powietrzny FlyEye jest produkowany od ponad dekady przez polską firmę WB Electronics.
Dotąd przedsiębiorstwo, założone głównie przez inżynierów z Politechniki Warszawskiej, nie informowało o podobnych transakcjach, co zdaniem Gazeta.pl ma związek ze sposobem funkcjonowania amerykańskich wojsk specjalnych. Do największych atutów dronów FlyEye zalicza się możliwość utrzymywania się przez nie w powietrzu przez blisko 20 godzin, a także zdolność pokonania odległości wynoszącej nawet 1800 kilometrów. Najważniejszym zastosowanym w nim rozwiązaniem technicznym jest hybrydowy układ złożony z silników spalinowego i elektrycznego.
NFZ oskarża sygnalistę ze Szpitala Południowego o nieprawidłowości
Narodowy Fundusz Zdrowia złożył do prokuratury zawiadomienie o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym w Warszawie. Tym razem chodzi o rozliczenia dokonywane przez doktora Emila Jędrzejewskiego — sygnalistę w aferze dotyczącej zarządzania placówką.
Wniosek do Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga złożył prezes NFZ doktor Filip Nowak. Według stołecznego wydania Gazety Wyborczej, w swoim zawiadomieniu z 8 lipca zawarł on ustalenia przeprowadzonej w ubiegłym roku kontroli, poświęconej świadczeniom zrealizowanym na oddziale chirurgii ogólnej i proktologicznej Szpitala Południowego w 2024 roku.
Kontrolerzy mieli wykazać, że oddział kierowany wówczas przez doktora Jędrzejewskiego zawyżał koszty przeprowadzonych zabiegów — wpisywał średnie świadczenia jako większe, co pozwoliło na uzyskanie od NFZ kwoty zawyżonej o blisko milion sto tysięcy złotych. W ten sposób zabiegi przeprowadzono u ponad 130 pacjentów.
W ubiegłym miesiącu Jędrzejewski był dwukrotnie przesłuchiwany przez stołeczną prokuraturę po tym, jak w wywiadzie dla kanału Zoo ujawnił nieprawidłowości w Szpitalu Południowym. Jego zdaniem w działającym w tej placówce szpitalnym oddziale ratunkowym dochodziło do błędów lekarskich skutkujących nawet śmiercią pacjentów. Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi obecnie dwa śledztwa w sprawie oszustwa i nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.
Kilkudziesięciu amerykańskich żołnierzy rannych w atakach Iranu
Kilkudziesięciu żołnierzy ze Stanów Zjednoczonych zostało rannych, a kilka śmigłowców uszkodzonych w atakach Iranu na Jordanię — poinformował dziennik The New York Times. Departament Wojny USA w ostatnich tygodniach przestał publikować tego rodzaju statystyki.
Pod koniec ubiegłego tygodnia poinformowano o dwóch amerykańskich ofiarach irańskich uderzeń w bazy znajdujące się na jordańskim terytorium. Gazeta twierdzi, że w trzech atakach rakietowych i dronowych ze strony Iranu ucierpiało jeszcze więcej wojskowych ze Stanów Zjednoczonych — łącznie rany miało odnieść kilkadziesiąt osób, a irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej uszkodził kilka śmigłowców znajdujących się w bazie USA w Jordanii.
The New York Times zauważa, że od kilku tygodni amerykański Departament Wojny przestał publikować dane na temat strat poniesionych na Bliskim Wschodzie. Dowództwo Centralne Stanów Zjednoczonych dotąd przedstawiało statystyki maksymalnie 24 godziny od czasu powiadomienia rodzin zmarłych amerykańskich żołnierzy. USA rzekomo nie ujawniają tych informacji w związku z możliwymi działaniami Iranu — dzięki temu irańskie wojsko ma utrudnione zadanie, gdy chce precyzyjnie namierzyć amerykańskie obiekty na Bliskim Wschodzie.
Oprócz dwóch Amerykanów stacjonujących w Jordanii, w ubiegłym tygodniu zginął też wojskowy przebywający w Iraku — uczestniczył on w kontrolowanej detonacji irańskiego niewybuchu.
Huti ogłosili blokadę morską Arabii Saudyjskiej
Jemeński ruch Hutich ogłosił blokadę morską Arabii Saudyjskiej. W ubiegłym tygodniu prosaudyjski rząd Jemenu miał zbombardować lotnisko w Sanie, na którym miał wylądować transport z Iranu.
Ugrupowanie jemeńskich szyitów oświadczyło, że ze skutkiem natychmiastowym wprowadza embargo morskie na dostawy do Arabii Saudyjskiej. Huti w swoim komunikacie nazwali Saudyjczyków śmiertelnym wrogiem, uzasadniając swoją decyzję jako odwet za ostatnie działania jemeńskich sił wspieranych przez saudyjskie władze.
Jak przypomina katarska telewizja Al Jazeera, w ubiegłym tygodniu międzynarodowe lotnisko w jemeńskiej stolicy Sanie zostało zbombardowane. Do ataków przyznał się uznawany przez ONZ rząd Jemenu, który od początku trwającej od kilkunastu lat wojny domowej może liczyć na militarne i polityczne wsparcie ze strony Arabii Saudyjskiej. W odpowiedzi jemeńscy rebelianci uderzyli w saudyjskie lotnisko w mieście Abha w południowo-zachodniej części kraju.
Obie strony w marcu 2022 roku podpisały porozumienie o zawieszeniu broni. Mimo to Huti oskarżają Arabię Saudyjską o utrzymanie blokady morskiej i powietrznej kontrolowanej przez nich zachodniej części Jemenu. W ubiegłym tygodniu w stolicy Jemenu miały wylądować dwa transporty z Iranu. Uznawany przez społeczność międzynarodową jemeński rząd twierdzi, że uniemożliwił irańskim samolotom podejście do lądowania, ponieważ nie uzyskały one odpowiednich zezwoleń.
MF nie podwyższy pensji w budżetówce w najbliższych latach
Ministerstwo Finansów w najbliższych latach nie planuje wprowadzenia podwyżek w administracji publicznej. Nie pozwoli na to mechanizm stabilizującej reguły wydatkowej.
Według portalu Interia Biznes resort finansów odniósł się do tej kwestii w swojej opinii wydanej na temat jednego z projektów ustaw. Napisano w niej, że w najbliższych latach państwo nie będzie miało pieniędzy pozwalających na zwiększenie swoich wydatków, zwłaszcza środków przekazywanych na wynagrodzenia pracowników administracji publicznej.
Ministerstwo Finansów powołuje się na obowiązującą stabilizującą regułę wydatkową — przepis zawarty w ustawie o finansach publicznych, zapobiegający nadmiernemu zadłużaniu państwa; sam limit obliczany jest na podstawie średniego tempa wzrostu gospodarczego oraz prognozowanej inflacji. Zmiany w wydatkach publicznych mogą tym samym nastąpić jedynie poprzez ich racjonalizację.
Resort kierowany przez Andrzeja Domańskiego stwierdził w swojej opinii, że możliwe jest pozyskanie nowych oszczędności lub uzyskanie źródeł finansowych wpływów. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku deficyt budżetowy wyniósł w Polsce blisko 123 miliardy 700 milionów złotych — wykorzystano tym samym już prawie połowę limitu zakładanego w tegorocznej ustawie budżetowej.
Interia Biznes przypomina o artykułowanych przez budżetówkę oczekiwaniach w zakresie zwiększenia wynagrodzeń. Podwyżki pensji o 15% w przyszłym roku domagają się mundurowi. Protesty przeciwko zbyt niskim uposażeniom planuje też środowisko nauczycielskie, które za pośrednictwem Związku Nauczycielstwa Polskiego zapowiedziało demonstrację pod kancelarią Prezesa Rady Ministrów w Warszawie. Na początku czerwca premier Donald Tusk zaproponował zaledwie trzyprocentową podwyżkę dla pracowników sfery budżetowej, podczas gdy związki zawodowe oczekiwały co najmniej 15%.
KE nałożyła ponad pół miliarda euro kary na AliExpress
Komisja Europejska nałożyła 550 milionów euro kary na AliExpress. Chińska firma z branży e-commerce miała oferować na swojej platformie sprzedażowej produkty zakazane przez prawo Unii Europejskiej.
Unijny organ wykonawczy wszczął postępowanie w tej sprawie przed dwoma laty, powołując się na europejską ustawę o usługach cyfrowych. Wykazano w nim, że przedsiębiorstwo z Chińskiej Republiki Ludowej nie wprowadziło skutecznego systemu wykrywania i usuwania ze swojej oferty zabronionych prawem towarów. Ponadto sklep internetowy zatrudniał niedostateczną liczbę moderatorów odpowiadających za kontrolę produktów, a sam proces ich sprawdzania jest podatny na nadużycia.
Sprzedawcy korzystający z AliExpress błędnie oznaczają kategorię towarów, by dzięki temu podlegać mniej rygorystycznym wymaganiom. Mimo działań podejmowanych przez moderatorów, Komisja Europejska wykazała, że niebezpieczne produkty pokroju zabawek czy kosmetyków były nadal dostępne w sklepie. Było to możliwe, ponieważ AliExpress nie egzekwuje w prawidłowy sposób nakładanych przez siebie kar.
Do 20 października chiński gigant handlu internetowego ma przedstawić plan dostosowania się do wymagań stawianych przez regulacje Unii Europejskiej. Jego przedstawiciele w wydanym oświadczeniu uznali karę za nieproporcjonalną do wykazanych naruszeń.
Telewizja Euronews podkreśla, że kara nałożona przez unijny organ wykonawczy jest kolejnym elementem walki z nieuczciwą chińską konkurencją. Od 1 lipca obowiązuje opłata w wysokości 3 euro za paczki z towarami wartymi mniej niż 150 euro. Działania Komisji Europejskiej mają wymusić na chińskich platformach e-commerce zmianę ich modelu biznesowego.
Źródło: Kanał Otwarty